You are currently viewing Co mi uświadomiło 9 miesięcy małżeństwa?
zdjecie zakochanych

Co mi uświadomiło 9 miesięcy małżeństwa?

To zabawne, ile różnych scenariuszów mamy na przyszłość. Wyobrażamy sobie swoje życie chyba w każdej konfiguracji. Ja także, jeszcze przed ślubem, często zastanawiałam się, jak będzie wyglądać moje małżeństwo. Chyba nie będzie zbyt odkrywcze stwierdzenie, że wiele z tych scenariuszów się nie spełniło. Chcesz zobaczyć, co mi uświadomiło ostatnie kilka miesięcy? Zapraszam do czytania! Ale lojalnie ostrzegam – poziom cukru może Ci zdecydowanie podskoczyć 🙂

Zamiast wstępu

Pamiętam, jak wyglądało moje blogowanie, gdy byłam nastolatką. Fascynowało mnie wtedy tworzenie grafik (oczywiście w Paintcie, do tej pory mam marne pojęcie o Photoshopie!) oraz tworzenie kodów do szablonów (jak kilka lat temu zajmowałam się rekrutacją programistów, to zdarzało mi się, na przełamanie lodów – takie znalezienie wspólnego języka, opowiadać o mojej znajomości HTML’a. Niestety programiści zaliczają się do tych osób, które totalnie nie czaiły moich żartów.). Natomiast w czasach, gdy pisałam dosyć rzadko, co drugi post zaczynał się od „dawno mnie tutaj nie było” lub „ostatnio jakoś nie miałam weny”. Obiecuję, że dzisiaj postaram się być bardziej kreatywna!

Ominął mnie czas podsumowań roku 2019, czas postanowień noworocznych, całkowitej zmiany życia (choćby tylko na 24h!). W tym roku sobie odpuściłam – moje życie wystarczająco się zmieniło. W końcu dokładnie wczoraj, 15 marca, minęło 9 miesięcy od naszego ślubu! /co czuliśmy bezpośrednio po weselu?/

Co uświadomiło mi 9 miesięcy małżeństwa?
1. Nie ma już „ja” i „ty”

Oczywiście nadal mam prawo do tego, by zwyczajnie o siebie zadbać, spędzić czas ze sobą i mieć własne marzenia. Ale to niesamowite, jak jedno sakramentalne „tak” zmieniło moje postrzeganie rzeczywistości. Od zupełnie przyziemnych spraw – nie ma „moich” i „jego” pieniędzy, mieszkania, przedmiotów. Razem mieszkamy, mamy wspólny budżet czy zwyczajnie wspólne przedmioty.

Ale dotyczy to także takich kwestii jak wspólna rodzina, wspólne planowanie (chociaż nie wszystko, co zaplanowane, musi być robione wspólnie – bardziej chodzi o uwzględnienie drugiej osoby w planowaniu J) a także wspólnie podejmowane decyzje i wspólnie spełniane marzenia. Tyle razem powtórzyłam słowo „wspólnie”, ponieważ oddaje to, co w tym wszystkim najpiękniejsze

2. Te skarpetki pod łóżkiem to jednak nie jest legenda

Żeby nie było tak słodko i kolorowo, uświadomiłam sobie, na jak wiele rzeczy nie zwracałam uwagi przed ślubem. To wcale nie jest tak, że nie widziałam o istnieniu pewnych cech (nie tylko tych pozytywnych!) – po prostu nie zwracałam na nie uwagi. Gdy w końcu zamieszkaliśmy razem i zaczęłam potykać się rano o pozostawione przed snem, na środku sypialni, skarpetki, pewne obrazy wróciły ze zdwojoną siłą!

A tak zupełnie serio: zaczęliśmy się jeszcze bardziej przed sobą otwierać, poznawać, uczyć siebie na nowo. Zarówno swoich słabszych stron, ale także, co najważniejsze, tego co w nas najpiękniejsze.

3. Czasami czuję, jakbym przed ślubem tak naprawdę wcale nie byłam zakochana

Tego, jak nasza miłość „wybuchnie”, nie spodziewałam się nawet w snach. Powtarzane przez wszystkich doświadczonych „po ślubie wszystko się zmieni” mimowolnie utkwiło nam gdzieś z tyłu głowy. Nic bardziej mylnego! Patrząc na nas mam wrażenie, że dopiero teraz jesteśmy naprawdę zakochani. Oczywiście przed ślubem także byliśmy, ale teraz jest to o wiele wyższy poziom. Chichoty, tęsknota po godzinie (!!) rozłąki i te maślane oczy <3

Tak, jakbyśmy zaczynali od początku, ale ze zwielokrotnioną siłą!

Ten czas był niezwykle owocny. W miłość, poznawanie siebie nawzajem, ale także siebie samej. Zweryfikowaliśmy kilka swoich indywidualnych planów i marzeń (nie dlatego, że druga osoba nas ogranicza, po prostu nie wydawały się już tak atrakcyjne) i stworzyliśmy wiele wspólnych.

Jest o wiele lepiej, niż to sobie wyobrażałam!

Polecam,

Magda M.

Dodaj komentarz

Ten post ma jeden komentarz