wyzwanie na instagramie

Wyzwanie na Instagramie – wielki fail czy mały sukces?

To nie będzie propaganda sukcesu. Mogłabym oczywiście wymyślać, jak wielkie efekty przyniosło moje wyzwanie na Instagramie, ale to nie byłaby prawda. Były rzeczy, które okazały się strzałem w 10. Ale były też takie, które mogę spokojnie nazwać kompletną porażką. I zamiast to ukrywać, wolę na spokojnie podsumować swoje wnioski i przemyślenia, spróbować coś z tej lekcji wyciągnąć dla siebie. I liczyć na to, że następnym razem pójdzie mi lepiej! A jak wyglądało samo wyzwanie, możesz zobaczyć w tym poście.

Wyzwanie na Instagramie – Moje założenia

Oczywiście planując wszystko liczyłam na to, że znajdą się osoby, które tematyka wyzwania zainteresuje. Nie spodziewałam się tłumów, w końcu organizowałam coś takiego po raz pierwszy. No i mam bardzo małe konto. Liczyłam na to, że zapisze się chociaż z 10 osób. Ogromnym sukcesem byłoby 20 – i pisze to bez żadnej kokieterii czy udawanej skromności. Moje stories ogląda średnio 70 osób (z czego wielu to moi znajomi), więc prawie 30% to naprawdę byłoby coś!

Nie ukrywam, że miałam nadzieję przy okazji choć troszkę urosnąć. Chociaż miał to być raczej miły skutek uboczny niż cel sam w sobie. Moim głównym celem był rozwój własnych umiejętności i przełamanie się do codziennego nagrywania. Myślałam, że takich osób jak ja – potrzebujących małego motywacyjnego kopa – może być więcej. A ja już dawno odkryłam, że najlepiej na moje działania wpływa motywacja zewnętrzna.

Zacznijmy od końca – efekty

Powiedziałam to już na stories, i nie zamierzam tego ukrywać, że zapisało się… 0 osób. Kilka moich koleżanek pobrało e-booka, ale bardziej by mnie wesprzeć niż zaangażować się w nagrywanie. I bardzo to doceniam! Mimo wszystko zdecydowałam się podjąć wyzwanie i kontynuować sama. W trakcie okazało się, że trochę zbyt optymistycznie oceniłam swoje możliwości czasowe i musiałam trochę zmienić niektóre zasady. Ale ponieważ zmiany wpływały tylko na mnie, nie miałam z tym żadnego problemu.

Etap I – przygotowania

Aby zorganizować wyzwanie na Instagramie przyjrzałam się na początku tym, w których sama brałam udział (uwielbiam wyzwania!). Rozpisałam sobie cały harmonogram, założyłam newsletter, napisałam e-booka. Co prawda e-book poruszał bardzo podstawowe zagadnienia, ale ja też chciałam trafić głównie do osób początkujących. W każdym razie wszystko zrobiłam najlepiej, jak potrafiłam. I bardzo się przy tym napracowałam.

Zdecydowałam się nawet na płata reklamę. Trochę po to, by dotrzeć do większej ilości osób, a trochę by w ogóle zobaczyć jak to jest. Nie spodziewałam się, że to takie skomplikowane!

Niestety jak tylko udało mi się nagrać reklamę (promować wyzwanie na Instagramie dotyczące relacji chciałam oczywiście poprzez płatne stories) i w trudach i znojach przeszłam przez konfigurator na Facebook’u, zablokowali mi konto reklamowe. Chciałam, by promocja ruszyła 9 sierpnia, na tydzień przed rozpoczęciem wyzwania. Materiały wrzuciłam więc 8 i tego dnia poprosili mnie o weryfikację konta. Musiałam przesłać skan swego dowodu i finalnie dopiero w piątek 13 wszystko ruszyło. A ja, zamiast dopracowywać materiały, przez cały tydzień walczyłam z supportem fb.

Efekty reklamy

Niestety ta część wyzwania mnie trochę przerosła. Nie spodziewałam się, że konfiguracja reklamy jest tak skomplikowana i chociaż próbowałam ją jakoś stargetować, ewidentnie mi to nie wyszło. Ale pierwsze koty za płoty – kiedyś do tego wrócę i bardzo chętnie się podszkolę (jak będę miała więcej czasu).

Tak jak widać z powyższego zrzutu, przeznaczyłam na reklamę 50 zł. Dotarła ona aż do 24,5 tysiąca osób! Co prawda tylko niewielka część odtworzyła, ale nawet ja (jako totalny laik) wiem, że to zupełnie normalne 🙂

Moje wyzwanie na Instagramie było całkowicie darmowe – więc trochę było mi przykro, że z tych prawie 500, którzy odtworzyli reklamę do końca, nie znalazło się nawet kilku chętnych. Chociaż widziałam, że część osób klikała w link – być może tutaj również zawiodła konfiguracja i ja po prostu coś technicznie sknociłam?

Co właściwie mogło pójść nie tak?

Oczywiście jest to tylko gdybanie i prawdopodobnie na efekt, a raczej jego brak, złożyło się kilka powodów. Poniżej spisałam to, co potencjalnie mogło wpłynąć na brak chętnych:

  • Błąd techniczny z mojej strony – skoro kilka osób kliknęło z link reklamy, ale żadne statystyki ich niestety nie zarejestrowały, być może wystąpił jakiś błąd którego nie jestem świadoma;
  • Reklama nie dotarła do właściwych osób – była kiepsko (w ogóle) stargetowana;
  • Sama reklama nie była wystarczająco atrakcyjna – jak pokazują statystyki większość osób szybko ją przeklikało, co jest naturalne przy relacjach sponsorowanych. Być może nie była wystarczająco jasna lub zachęcająca;
  • Ja sama też poza tą reklamą niewiele promowałam samo wyzwanie – po prostu powiedziałam o nim na stories i to wszystko. Było mi głupio „wyskakiwać z lodówki”, może mogłam jednak znaleźć złoty środek?
  • Być może sam format wyzwania nie był atrakcyjny?
  • Mam bardzo małe konto – więc przy udziale nie było szansy na udostępnienie przez większe konto i potencjalny rozgłos;
  • Otwarcie mówiłam, że sama też się uczę i nie jestem ekspertem – nie oferowałam żadnego live’a ze specjalistyczną wiedzą za darmo;
  • I pewnie wiele więcej powodów, o których nawet nie jestem w stanie pomyśleć.

Co zmodyfikowałam w wyzwaniu?

Ponieważ sama brałam w nim udział, nie musiałam się tak rygorystycznie trzymać zasad. Okazało się niestety, że przeliczyłam się trochę ze swoimi możliwościami i rzeczywiście utrzymanie wszystkich zasad wymagałoby ode mnie mnóstwa energii. Dodatkowo prywatnie miałam dużo bardziej wymagający czas niż się spodziewałam i zwyczajnie musiałam bardziej zadbać o siebie i swój odpoczynek. Zrezygnowałam więc z codziennego dodawania zdjęć – w pierwszym tygodniu dodałam je codziennie poza sobotą, natomiast w drugim tygodniu pojawiły się już tylko 3 zdjęcia. Dwa razy zrezygnowałam także z dodawania stories w zadanym, konkretnym temacie. Jednak w obu przypadkach dodałam po prostu krótkie nagranie aby utrzymać zaplanowaną ciągłość i codzienne publikacje.

Początkowy zamysł był taki, że każdego dnia nagram mówione relacje, które urozmaicę jakimiś filmikami, ankietami i innymi dodatkami. Czasami jednak ograniczyłam się tylko do dodatków – z jednej strony ze względu na brak czasu, z drugiej uznałam, że gadająca głowa nie jest aż tak atrakcyjna a nie miałam pomysłu na coś ekstra.

Co mi dało moje wyzwanie na Instagramie?

Nie wszystko poszło po mojej myśli, jednak nie mam wątpliwości, że wyzwanie dało mi naprawdę dużo. Przede wszystkim:

  • Poczułam, że naprawdę to lubię. I że chcę rozwijać umiejętności związane z tworzeniem fajnych i ciekawych relacji!
  • Fakt, że się przełamałam i mimo wszystko kontynuowałam wyzwanie, dodał mi skrzydeł. Aby podnieść sobie poprzeczkę nagrywałam się także na spacerze z synem lub przy domownikach – czego wcześniej unikałam jak ognia. Poczułam się dużo pewniej. Pod koniec wyzwania łatwiej mi już było nagrywać – nie musiałam powtarzać jednego zdania milion razy, czasem udawało mi się powiedzieć za pierwszym razem.
  • Wyluzowałam trochę – miałam już coraz mniej oporów by wrzucić video na którym jestem bez makijażu, trochę się przejęzyczyłam lub coś moim zdaniem nie do końca było ok. Wcześniej nagrywałabym do skutku, wiele razy, a finalnie może nawet i tak zrezygnowała z wrzucenia. Teraz rzeczywiście czuję się trochę pewniej.
  • Zaczęłam też zwracać uwagę na techniczne aspekty relacji u innych osób, które obserwuję. Zaczęłam myśleć co i jak mogłabym wykorzystać u siebie, w mojej głowie pojawiły się nowe pomysły.
  • Kiedyś zdarzało mi się, że nikt nie klikał w moje ankiety lub nie korzystał z okienka – teraz zauważyłam, że coraz więcej osób reagowało na różne dodane przeze mnie naklejki. Czasem nawet prawie połowa osób, które obejrzało stories, co dla mnie jest ogromnym sukcesem i jestem bardzo wdzięczna każdej tej osobie!
  • Przekonałam się, że lubię mówić o pierdołach, ale jednak lepiej się czuję gdy mam do omówienia konkretny temat – co też jest dla mnie wskazówką, jak planować treści w przyszłości.

Podsumowanie

Ogólnie – cieszę się, że podjęłam to wyzwanie! I jestem w siebie niesamowicie dumna, że mimo braku chętnych, pociągnęłam je do końca!

W kwestii statystyk na Instagramie – nie wspomniałam nic o tym, ponieważ niewiele się zmieniło. Co prawda dzięki reklamie dotarłam do wielu nowych osób, ale nie miało to przełożenia na inne dane. Znacząco wzrosła mi liczba interakcji z moimi postami – ale efektów upatruję raczej w ilości opublikowanych zdjęć, a nie fakcie podjęcia wyzwania.

Ale! niezależnie od liczb, każdemu polecam taki mały eksperyment! Codzienne robienie czegokolwiek może naprawdę znacząco wpłynąć na nasze umiejętności, pewność siebie i, przede wszystkim, pomaga zweryfikować na ile dana rzecz rzeczywiście nam pasuje. A jeżeli, po przeczytaniu tego podsumowania, chcesz chociaż poznać mój plan – możesz oczywiście wciąż pobrać e-booka tutaj! Dostosuj tylko daty do swoich możliwości i baw się dobrze!

Powodzenia! 🙂

Podobne wpisy

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *