You are currently viewing Naprawdę brzydki prezent na Mikołajki

Naprawdę brzydki prezent na Mikołajki

Czy wręczyłaś kiedyś prezent, który był strasznie brzydki, a jednocześnie niesamowicie napawał Cię dumą? Ja tak, ale jako dziecko. Chociaż wtedy brzydkie prezenty były zupełnie inaczej odbierane przez otoczenie, no i przeze mnie też. Teraz jestem dorosła i mam pełną świadomość, że przygotowane przeze mnie „coś” nie należy do najpiękniejszych. W tym roku mnie to jednak nie powstrzymało i na Mikołajki memu narzeczonemu wręczyłam naprawdę brzydki prezent. Ale to jednocześnie najlepszy, jaki kiedykolwiek komuś dałam – a to dlatego, że każde niedociągnięcie nadrabiało włożone w przygotowania serce. Zrobiłam memu ukochanemu szalik na drutach, i jestem z niego bardzo dumna!

Jakiś rok temu pojawiła mi się w głowie myśl, aby zrobić narzeczonemu coś własnoręcznie. Tak, by od razu było widać, że robiłam to specjalnie dla niego. I, niewiele myśląc, postanowiłam zakupić włóczkę i druty, i w tajemnicy uczyć się zawijać oczka. Bo musisz wiedzieć o mnie dwie rzeczy – ja nie potrafię dochować swojej tajemnicy (jestem zazwyczaj zbyt podekscytowana swoim pomysłem i po prostu muszę się nim z kimś podzielić! Na szczęście nie tyczy się to tajemnic powierzanych mi przez innych ;)) oraz nigdy wcześniej nie robiłam na drutach. Ale stwierdziłam, że z miłości robi się różne głupie rzeczy, a co się nauczę, to moje.

Z YouTube można nauczyć się wszystkiego!

Od początku bardzo starannie podeszłam do tematu – spędziłam długie godziny na poznaniu różnic między jedną mieszanką włóczki, a drugą. Która będzie ładna, która nie będzie gryzła, która nada się na tego typu szalik? Na szczęście od początku nie miałam problemu z kolorem – niebieski to ulubiony kolor mego narzeczonego, i to była zdecydowanie jedyna opcja.
Jak już zamówione przeze mnie materiały dotarły, zaczęłam szukać instrukcji, co ja w ogóle mam robić. I tutaj YouTube nawet na moment mnie nie zawiódł. Znalazłam mnóstwo filmików, każdy oglądałam wiele razy, jednocześnie ucząc się odróżniać oczka lewe i oczka prawe, z której strony nabierać jakie oczko, i, przede wszystkim, co to to oczko jest. Nie od razu mi wychodziło, ale trening naprawdę czyni mistrza. Bo dwóch próbnych robótkach mogłam zabrać się za właściwy szalik.

Dlaczego mimo jestem dumna z brzydkiego szalika?

Bardzo szybko okazało się, że to o wiele bardziej czasochłonne niż myślałam. Wymarzyłam sobie szalik długi i szeroki, i taką też zrobiłam bazę – dosyć szeroką. Na pierwszy raz zdecydowanie nie polecam! Na początku wszystko robi się o wiele wolniej, i po miesiącu zorientowałam się, że wcale nie śmignę wszystkiego w miesiąc.

Ale wciąż byłam bardzo podekscytowana pomysłem – nawet wygadałam się ukochanemu, co dla niego szykuję. Zdarzało mi się nawet brać robótkę przy nim i wtedy nawijać kolejne rządki. Ale mimo wszystko wcale nie szło mi tak szybko i sprawnie, jak początkowo myślałam. Zgubiłam kilka oczek, zmieniałam stopień naciągnięcia włóczki, gdzieś tam nitki mi się zaciągnęły. Po roku, gdy zorientowałam się, że wymarzony przeze mnie „model” będę w stanie skończyć za jakieś 10 lat, musiałam coś zmodyfikować. Miałam około 30 cm szerokiego na 40 cm szalika i mocne postanowienie, że będzie to prezent mikołajkowy. Wymyśliłam więc… że zakończę robótkę i zrobię z niego komin! Może nie było to najbardziej profesjonalne wykończenie, ale zdało egzamin. A gdy zobaczyłam minę narzeczonego wiedziałam, że było warto.

Nie zawsze chodzi o idealny wynik, czasem liczy się droga do jego osiągnięcia!

Jest już dosyć późno, słowa mi się mylą i zdania nie do końca chcą się kleić. Ale pomyślałam, że koniecznie, jeszcze dzisiaj, chcę się z Tobą podzielić tą historią. Bo nie zawsze chodzi o to, aby było pięknie i idealnie. Nie tylko w kontekście własnoręcznie zrobionych prezentów, ale także w kontekście przygotowań ślubnych i całego życia.

Efektom mojej pracy baaaardzo daleko do doskonałości. Ale mam świadomość pracy, którą włożyłam najpierw w naukę, a potem w wykonanie. Pamiętam o tych wszystkich długich godzinach, które poświęciłam na machanie drutami, i tych kiedy ratowałam spadające oczka bo coś mi się omsknęło na drucie. Włożyłam w to niesamowicie dużo serca i samo wyobrażanie sobie miny ukochanego, jak przymierzy komin, napawało mnie ogromną radością. I nie myliłam się – naprawdę go to uszczęśliwiło. Nigdy wcześniej, dla nikogo, nie pracowałam tak długo nad prezentem. To zdecydowanie miłość!

Dlatego nie zrażaj się tym, że czegoś nie wiesz lub nie umiesz. Próbuj i staraj się, a czego nie dorobisz, to dopełnisz sercem! 🙂

Dodaj komentarz